Tylko Bóg



Kiedy byłem sam i nic nie miałem
poprosiłem o przyjaciela,
by pomógł mi znieść ból
... nikt nie przyszedł tylko... BÓG

kiedy powietrza mi było brak
by wstać ze snu
... nikt nie mógł
pomóc mi tylko... BÓG

gdy ujrzałem wszędzie smutek
i szukałem odpowiedzi
... nikt mnie nie słyszał tylko... BÓG

więc kiedy ktoś pyta mnie dla kogo
miłość bezinteresowną mam
... nikt do głowy nie przychodzi mi tylko... BÓG

W komentarzach można umieszczać swoje intencje i modlitwy. 


Modlitwa matek oczekujących dziecka



Panie Jezu, proszę Cię z miłością za to powierzone mi życie,
które noszę w łonie. Z pokorą dziękuję, że wybrałeś mnie
jako narzędzie Twojej miłości.

W tym pięknym oczekiwaniu pomóż mi żyć
w nieustannym zawierzeniu się Twojej świętej woli.
Daj serce matki: czyste, mocne i hojne.

Ofiaruję Ci wszystkie obawy o przyszłość:
lęki, niepewności, oczekiwania względem dziecka,
którego jeszcze nie znam.

Spraw, aby narodziło się zdrowe,
oddal od niego wszelkie zło fizyczne
i wszelkie niebezpieczeństwa duszy.

Ty, Maryjo, która poznałaś niezliczone radości świętego macierzyństwa, 
daj mi serce zdolne do przekazania wiary żywej i gorącej.
Uświęć moje oczekiwanie,
błogosław moją cichą nadzieję,
spraw, by owoc mego łona,
wzrastał w łasce i świętości.

Przez Chrystusa, Twego Boskiego Syna.

Amen

W komentarzach można umieszczać swoje intencje i modlitwy. 

Oddychanie Jezusem



Choć wschodni mnisi zalecali, by odmawiać ją na początek cztery tysiące razy dziennie, i zabiegany Jan Kowalski może praktykować Modlitwę Jezusową. I nieustannie szeptać: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”. W kinie, Lublinie, w metrze i w swetrze. Wszędzie.   

Ojciec Stanisław Jarosz, góral spod Gubałówki, jadąc samochodem, szeptał nad kierownicą: „Panie Jezu Chryste, synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”, „Panie Jezu Chryste, synu Boga żywego, zmiłuj się…”. Podjeżdżał właśnie na stację benzynową, gdy nagle jakiś facet bezczelnie zajechał mu drogę i wepchał się pod dystrybutor. Krewki paulin nie wytrzymał, otworzył okno i chcąc wyrazić swe najgłębsze oburzenie ryknął: „Panie Jezu Chryste, Synu Boga…’’. – Zrobiło mi się głupio i szybko odjechałem – śmieje się dziś. – Jak widać ta modlitwa wchodzi w krew!

Uderz przeciwnika!

Ta modlitwa naprawdę wchodzi w krew. I dociera aż do serca. Czym jest pielęgnowana przez chrześcijański Wschód Modlitwa Jezusowa? To – w największym skrócie – nieustanne trwanie w obecności Imienia, „które jest ponad wszelkie imię”, przyzywanie go, otaczanie się nim jak szklanym kloszem. To echo bezradnego krzyku Bartymeusza: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”, greckie: „Kyrie eleyson”, starorosyjskie „Gospodi pomiłuj”. To Credo w pigułce. Już samo zestawienie słów „Jezus” i „Chrystus” jest przecież wyznaniem wiary w mesjańską misję syna Maryi!„Istnieją mocarze duchowi podobni do archanioła Michała, nam jednak, ludziom słabym, pozostaje tylko uciec się do imienia Jezusowego” – wyznawał św. Barsanufiusz, pochodzący z Egiptu pustelnik, który przez 50 lat przebywał w ścisłym odosobnieniu na terenie palestyńskiego klasztoru św. Seridosa. Inny święty Wschodu, Jan Klimak, piszący o tym, że by wspiąć się po drabinie do nieba, najpierw trzeba zacząć od tej prowadzącej w dół, do odkrycia przepaści pychy, pożądań, egoizmu. Podpowiadał, co zrobić, by nie skupić się na rozdrapywaniu ran i litowaniu się nad swą grzesznością. Trzeba uciec się do imienia Jezusa – podpowiadał opat klasztoru na Synaju – i nieustannie powtarzać: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”. Powtarzanie tego zdania w rytm oddechu otworzy w końcu twe serce na obecność samego Boga. „Uderz twego przeciwnika imieniem Jezusa; na ziemi, w niebie nie uświadczysz bowiem równie potężnej broni” – dodawał.

– W tej modlitwie, podejmującej słowa ewangelicznego celnika, zawiera się cała Biblia. Jej orędzie sprowadzone jest do najprostszej treści: wyznania, że Jezus jest Panem, że jest Synem Bożym, czyli jedną z Osób Najświętszej Trójcy, oraz wspomnienia przepaści grzechu przyzywającej nieskończone miłosierdzie Boże – wyjaśnia prawosławny teolog Paul Evdokimov. – Jezus zaproszony do serca to uwewnętrzniona liturgia i obecność królestwa Bożego w przesyconej pokojem duszy. Imię wypełnia człowieka jak świątynię, czyni miejscem Bożej obecności i ostatecznie przemienia w Chrystusa.

W tramwaju i na górze Athos

Wydana przez poznańskich dominikanów książka „Opowieści Pielgrzyma” – fascynująca historia człowieka, który dzień po dniu uczy się Modlitwy Jezusowej – stała się wydawniczym bestsellerem i doczekała wielu wydań.

Modlitwa Jezusowa ma wiele form. Niektórzy na jednym oddechu wypowiadają długą formułę: „Panie Jezu Chryste, synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”, inni wołają: „Jezu, ulituj się nade mną”, a jeszcze inni szepczą jedynie same imię Bożego Syna. Mnisi z niedostępnego Athosu medytują nad Imieniem w bezruchu, wpatrując się w serce. Wielu – jak bohater „Opowieści Pielgrzyma” – trwa w obecności Imienia wszędzie. To wskazówka dla zabieganego Jana Kowalskiego. I on może skorzystać z tego zaproszenia do kontemplacji i przyzywać imienia Jezusa w kinie, w Lublinie, w metrze i w swetrze. Wszędzie. „Wzywania imienia Bożego należy nauczyć się bardziej niż oddechu, w każdym czasie, na każdym miejscu i w każdej sprawie” – zalecał Piotr z Damaszku.

Modlitwa Jezusowa to rodzaj aktu strzelistego, powtarzanego tak długo, aż stanie się on modlitwą wewnętrzną, oddechem, wołaniem serca. Nie jest to łatwe – o czym lojalnie przestrzega pielgrzym z „Opowieści…”. I szczególnie na początku może wydać się nużące.

– Zgodnie z dawną praktyką Modlitwy Jezusowej, „oddychając Bogiem”, człowiek znajduje Pana we własnym sercu – podpowiada Evdokimov. – Tradycja tej modlitwy sięga biblijnego pojęcia imienia. Według Biblii, imię Boga jest miejscem Jego obecności: „Oto ja posyłam przed tobą anioła, (...) Poważaj go i słuchaj jego głosu, gdyż moje imię jest z nim” (Wj 23,20). Gdy Boże imię zostaje wymówione nad krajem lub osobą, wstępują one w zażyłą jedność z Panem. Ponieważ imię jest rodzajem obecności, objawienie Boga jest bezpośrednim następstwem wezwania Jego imienia. Dlatego też mogło ono być wymawiane jedynie przez arcykapłana składającego ofiarę w świątyni jerozolimskiej podczas święta Jom Kippur. Wcielenie nadaje każdemu z nas funkcję kapłańską; bezustannie nosimy też w sobie imię Jezusa.

Napełniamy się!

– Żyjemy dziś szybko i umieramy szybko, ale, jak śpiewał Kaczmarski: nieważne, ile czasu się nad czymś trawi, ale z jakim skutkiem – opowiada znany z telewizyjnej „Rozmównicy” dominikanin Paweł Gużyński. – Ja już jestem za stary wróbel, by nabierać się na szybkie numery i duchowe „fast foody”. Nie boję się tracić czasu na bardzo proste przebywanie z Panem Bogiem. Dłuższa perspektywa pokazuje, że taka wierność zmienia radykalnie pogląd na rzeczywistość. Człowiek przestaje się spieszyć i szukać szybkich efektów. Modlitwa Jezusowa to forma medytacji. Już widzę zdziwione miny tych, którym to słowo kojarzy się jedynie ze Wschodem, z buddyzmem, zen. To stereotyp. To tradycja narodzona w II–III wieku, która trwała nieustannie do wieku XVII. To prosta praktyka, w której istotne są 3 elementy: milczenie, bezruch i uwaga. Wprowadzamy w stan milczenia wszystkie zmysły, ciało, umysł, fundujemy sobie totalną ciszę tych sfer, w których jest najwięcej hałasu. I nie robimy nic innego, tylko przyzywamy najświętsze imię Jezus. Napełniamy się nim.

Proszę nadużywać

Chrześcijański Zachód przez wieki pielęgnował nabożeństwo do imienia Syna Bożego (katolicyzm ma na przykład święto, którego nie znajdziemy w kościołach Wschodu). Zdarzali się nawet święci, którzy byli sądzeni za… nadużywanie imienia Jezusa. Szymon z Lipnicy, który swymi wygłaszanymi na Wawelu homiliami porwał sporą część elity intelektualnej Krakowa, miał ogromne nabożeństwo do imienia Jezus. W krakowskiej kaplicy kościoła bernardynów na ogromnym witrażu Józefa Mehoffera święty z Lipnicy krzyczy: Jezus! Jezus! Jezus! – Jego kazania były bardzo żarliwe, przerywane różnymi aklamacjami i trzykrotnym zawołaniem imienia Jezusa. To było tak szokujące, że Szymona zawleczono przed sąd kościelny. Sądziła go kapituła krakowska za… nadużywanie imienia Jezus. Udało mu się jednak wybronić i został uniewinniony – śmieje się o. Cyprian Moryc, bernardyn. Szymona porównywano do Bernardyna ze Sieny. Zakonnik z Toskanii był wielkim propagatorem nabożeństwa do imienia Jezusa i zachęcał wiernych do noszenia tabliczek z wypisanym znakiem IHS.

Dziś nikogo nie sądzi się za nadużywanie imienia, „przed którym zegnie się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych”. Co więcej, „nadużywanie” jest zalecane! Prawosławni mistrzowie nakazywali „na dzień dobry” odmawianie Modlitwy Jezusowej cztery tysiące razy dziennie. Nie powinno to jednak zniechęcać Jana Kowalskiego. On również może „oddychać Jezusem”. – Modlitwa Jezusowa jest świetnym antidotum na spsychologizowanie współczesnej religijności – podsumowuje dominikanin Paweł Gużyński. – To przepiękna forma nieustannego kontaktu z samym Jezusem. Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość…

- Marcin Jakimowicz